O pasjach drutach ,szydełku, nitkach i tym czym człowiek żyje.
Dodatki na bloga
Kategorie: Wszystkie | BIŻUTERIA | DRUTY | SZYDEŁKO | TECHNIKA | WZORY-opisy
RSS
czwartek, 30 lipca 2009
Kwiecista torebka.

Od dawna chciało mi się mieć taką torebkę ,ale jakoś nie mogłam się zabrać za jej wykonanie

Na portugalskich blogach króluje ona od lat...chyba 2 , jako Floral Bolsa.

( w zakładkach z boku jest kilka linków do koleżanek z Portugali tam znalazłam wszystko na temat wykonania torebki)

Natchnienie przyszło gdy koleżanka podrzuciła mi jakieś pokomunistyczne zbiory włóczek od cioci.Jedna nawet miała banderolkę i była w motku do zwinięcia ,okazało się (ku mojemu zaskoczeniu) ,że to "Peonia" Aniluxu tylko melanżowa w kolorze biało -zielonym ( tak pisze) na moje oko raczej biało- turkusowym.

No ni jak ten kolor nie nadawał się dla mnie na "rzecz" zupełnie nie twarzowy.W główce mi coś stuknęło ,klapka się otworzyła i przyszło olśnienie TOREBKA wersja próbna ( bo skoro w takich kolorach się nie noszę, to do czego będę ową torebkę nosić?)

I oto jest takie coś średnio-duże i poręczne ;0)

Tak więc zrobiłam to z włóczki "Peonia" w 2 nitki szydełkiem 4,5 mm

kwiatki i wykończenia robione szydełkiem 3mm,zamek wszyty ,ale jeszcze muszę wszyć podszewkę... wrr a ostatnio nie kocham maszyny ;0(

Jeszcze zapomniałam wspomnieć przecież o żużlu.

Wybraliśmy się całą rodziną na mistrzostwa Polski.Zaopatrzeni w krzyżackie koszulki ( Toruń miasto krzyżackie-no powiedzmy) zakupione w stolicy krzyżackiej czyli Malborku

( tam akurat zaczęło się oblężenie Malborka -a myśmy uciekli ,ale fajna impreza warto kiedyś zobaczyć ,w tym roku występował Gonera i Karolak)

wykonane specjalnie dla nas -druk na papierze transferowym naklejane na gorąco.

Florka na zdjęciach reprezentuje całą rodzinę ;0) mama i tata nie załapali się na zdjęcie.

Z drugiej strony jak skoro je robiłam komórką , bo tylko takowy sprzęt miałam pod ręką - ośla łąka ze mnie jakoś nie pomyślalam by zabrać aparat.

Zawody zaczęły się o 19.30 i mieliśmy okazję zobaczyć stadion nocą.

Florka tańcowała,wrzeszczała razem z kibicami dopingując naszych i robiła meksykańską falę ...he,he...

Bawiliśmy się świetnie do 18 biegu kiedy to na naszym łuku Karol Ząbik i Damian Baliński ulegli wypadkowi, strasznie to wyglądalo ,karetki od razu zabrały ich do szpitala ,wszystko rozgrywało się zaledwie 5 do 10m od nas.

Zawody skończyły się koło 23 ,zwycięzcą po raz 8 został Tomasz Gollob .

W Toruniu nie lubiany przez kibiców ,cóż ale klasę chłop ma i jest najlepszy nie ważne czy go ktoś lubi czy nie ja tam mu biję BRAWO !!!

Na koniec imprezy światła zgasły i był pokaz sztucznych ogni i to małemu krzyżakowi Florce się najbardziej podobało ;0)

 

środa, 29 lipca 2009
Więcej czasu?

Szkolenie dobiegło końca ....świadectwa z oceną bardzo dobry i zaświadczenia unijne rozdane....SZKODA....

Czemu szkoda ,bo nie przypuszczałam ,że się tak zintegrujemy przez te 1,5 miesiąca .

Fajna ekipa była i to bez dwóch zdań.Kurs się skończył i rozeszliśmy  się do swojej szarej rzeczywistości ,zobaczymy czy to zwiększyło nasze szanse na rynku pracy ,czy nadal będziemy spotykać się w Urzędzie Pracy jako osoby trwale bezrobotne.

Boję się ,że to tylko kolejny papier do szuflady .Teraz przydałby się staż byśmy w praktyce wykorzystaly nasze umiejetności , napisały wnioski unijne i zrealizowały projekty.

Pożyjemy zobaczymy ,jutro jadę się odhaczyć w zasiłkowni ,a w poniedziałek jadę podpisać papiery i wypełnić zapewne jakąś ankietę ewaluacyjną ,żeby WUP wykazał ,że osiągnął zamierzone rezultaty ;0)

he ,he nieźle nas wyszkolili.


Na polu boju robótkowym mam ogromne zaległości i powoli chyba zacznę się brać za moje ogony.

Mam do skończenia Surface  i sweter Florki .

A do zrobienia: 2 czarne bluzki ,ponczo ,spódniczkę i bluzkę w komplecie ,płaszcz-narzutkę na suknię ślubną....reszty nie pamiętam ,ale za pewne coś pominęłam.

Florka juz jest w domu ,musieliśmy po nią jechać niespodziewanie w środku tygodnia.Trzeba było zdjać z mamy ten słodki obowiązek ,bo mój ojciec niespodziewanie trafił na oddział ratunkowy w stanie dość cieżkim ,z ciśnieniem 40/70.

Zaczęło się od bólu brzucha ,myślał ,że to zatrucie i w ciągu 24 godzin tak strasznie zaniemógł ,okazało się ,że to ostre zapalenie trzustki wraz z wątrobą,dostał dodatkowo żółtaczki co też było niepokojace ,bo cały woreczek żółciowy ma usuniety.

Przeżyliśmy horror przez ostatni tydzień, dzisiaj Tato jest już w domu ( od 1 sierpnia remontują oddział) zobaczymy jak dalej będzie sie czuł ,bo czy całkiem zdrowy to śmiem wątpić ,trzeba było się pacjentów z oddziału pozbyć.

 

Dzisiaj kolejna garść błyskotek ,te kryształy Swarovskiego ...ech ..są cudne i wszystkie mi się podobają ,noszę je  na zmianę.

Ta para jest osobistą ozdobą Florki nie trudno się domyśleć dlaczego?

Wiadomo kolor różowy

Następne pary są moje ;0)

Ponieważ kryształy (jak dla mnie) były za małe i za krótkie, by występowały solo musiałam coś wymodzić-nie za bardzo lubię krótkie kolczyki.

Następnym razem będę wiedziała jakie kryształy zamawiać he,he.

Pierwsza para czarno -biała

 

Druga para cała biała

trzecia para z kolorem ;0)

poniedziałek, 20 lipca 2009
Zabawa kamieniami.

Potrzebowałam działania relaksacyjnego i takiego ,który przyniesie prawie natychmiastowy efekt.Padło więc na biżuterię.

Czasami kobieta musi błysnąć.

Poza tym po wysilku intelektualnym przydało się trochę pracy fizyczno -manualnej...no jakby nie było trzeba to powyginać ,poobcinać i połączyć ;0)

Tak się w tym tworzeniu zapomniałam ,że spedziłam parę godzin.

Nie żeby tam to było jakieś skomplikowane ,ale musiałam przemyśleć parę koncepcji zanim powstał kształt ostateczny moich kolczyków.

Na pierwszy ogień poszły koraliki szklane ,perełki i crakle wszystko w kolorze fiołków i elementy posrebrzane.

Powstał zatem komplet składający się z pierścionka ,kolczyków i zawieszki do telefonu

Ponieważ bardzo spodobał mi się pomysł z zawieszkami do telefonu, postanowiłam sobie zrobić ich kilka .

Najlepiej do każdych kolczyków żeby stanowiły komplet he ,he

Drażnił mnie tylko fakt zmieniania tych sznureczków przy komórce trzeba otwierać obudowę ,wyciagać jedną zawieszkę i zakładać nową ,a ja z natury jestem wygodnicka.

Moje lenistwo zmusiło mnie do wymyślenia innowacji ,by uniknąć  tego zbytecznego i nie lubianego zamieszania.

Odkryłam w moim kuferku z drucikami i koralikami woreczek z niewykorzystanymi karabińczykami i mnie olśniło....mogę do nich podoczepiać co tylko chcę, tworząc zawieszki i wymieniać je doczepiając do kółeczka przy sznureczku od komórki

...he ,he łatwo ,prosto ,bez komplikacji ;0)))

Teraz mogę mieć karton zawieszek i tylko jeden sznureczek nie wymagający wyciagania.

A tu dowód kolejny komplet kolczyki + zawieszka tym razem wykorzystałam elementy posrebrzane i szklane koraliki,bigle są srebrne innych moje uszy nie tolerują.

Na końcu zajęłam się moimi ukochanymi kryształami Swarovskiego,wszystkie kryształy łączyłam ze srebrem ,nie ma innej opcji szlachetność ze szlachetnością tak mi się kojarzy ;0)

pierwsze w kolorze Ruby kształt Baroque

drugie to szlif  Octagon w bosko mieniących się kolorach

No to tyle błyskotek -wszystkie lubię i na jakiś czas mi starczy ;0)

Pewnie do upatrzenia kolejnych kształtów i kolorów kryształów  .

Kuszą mnie one niczym diamenty na szczęście w zdecydowanie przyzwoitszej cenie niż te drugie ;0)

A dzisiaj gdy wróciłam ze szkolenia doznalam szoku!

Wokół mojego budynku kręciło się mnóstwo ludzi .Zastanawiałam się co jest powodem tego zamieszania,okazało się,że znalazła się w końcu ekipa ,która miała zacząć docieplenie budynku już miesiąc temu i uwijają się jak mróweczki.

Za to w domku pewnie będziemy mieć niezły syfik jak zaczną steropian docinać, kleić i tynkować.

Wszystko da się przeżyć najważniejsze ,że będziemy mieć ciepło.

Nie chcę zapeszać ,ale po skończonej pracy zostawili porządek po sobie na podwórku i nawet delikatnie wykopali moje roślinki spod budynku i  je zadołowali ... no ,no brawo chłopaki tego bym się nie spodziewała ,raczej dewastacji.

Jestem pod wrazeniem!!!

Opóźnienie nastąpiło nie z winy wykonawców tylko naszych paradoksalnych przepisów i pozostałości pokomunistycznych ..ech i znowu człowiek się denerwuje na taka głupotę.

Okazało się ,że mieszkania mamy sprzedane po obrysie budynku ,a po nałożeniu steropianu wejdziemy na 12cm z każdej strony na grunt gminny -debilizm ,walka o miedzę jak u Kargula i Pawlaka. Trzeba było pisać pisma o dzierżawę wieczystą ,nawet nie wiem czy możemy lub mamy to dokupić do naszych mieszkań te parę cm gruntu.Za to jak zrobiono inwentaryzację lokali i zmieniono potem nam akty notarialne to bez pardonu zabrano mi 1,1m kwadratowego mieszkania za które zapłaciłam cieżkie pieniądze i winnych nie ma ,że ktoś( urzędnik gminny) dopisał mi metrarz nie ujmujac ciągów kominowych wrrr ,a za parę cm pewnie każą mi znowu zapłacić.

Tu też pobawiłabym się kamieniami ,ale trochę innymi i inaczej he,he.

Ja już nie mogę na taką głupotę ale musze pełnić zaszczytną rolę członka zarządu z zaufania Wspólnoty .

niedziela, 19 lipca 2009
Wspomnienie poprzedniego week-endu

Częstotliwość wpisów coraz bardziej się wydłuża  ;0) ,a wszystko przez ten brak czasu.

Z oknem dojrzały morele ..mniam są pyszne ,pachnące  i bardziej dojrzałe niż na tych deszczowych zdjęciach , w końcu minął słoneczny tydzień od ich zrobienia i owoce dojrzały.

 

Zbiór przepłaciłam pokąsanymi nogami przez komary ( matko prawdziwa plaga po tych wszystkich zalaniach) i sznytami na rękach ,bo pod drzewem rośnie wielki krzak róż ;0) ,ale słodycz owoców wynagrodziła trud .

Odwiedziliśmy nasze dziecko ,było przeszczęśliwe ,bo rodzice byli tylko dla niej a ona miała okazję oprowadzić nas po naszym rodzinnym mieście ;0) i pokazać wszystkie nowości, których nie mieliśmy okazji jeszcze zobaczyć.Malbork ostatnio się troszkę unowocześnił.

Faworytem Florki jast Mc Donald`s i grająca fontanna ( choć w Toruniu jest większa) ta jest najfajniejsza, bo muzyka jej się podoba.

 

Mieliśmy również okazję zobaczyć zamek w miniaturze i rzeczywistości ( jakbym przez 19 lat nie oglądała go z okien rodzinnego domu he,he) ,ale nasza przewodniczka pokazała nam i tą atrakcję.

Największą atrakcją dla naszej małej przewodniczki był za to Park Linowy ,widziała go ale ,że tak powiem nie używała.Tym razem pod czujnym okiem taty ,zaopatrzona w kask pokonała całą trasę niczym Lara Croft ;0)


15zł kosztowały dwa przejścia ...a radość dziecka ...BEZCENNA !!!

 

Pogoda była znośna ,rano przelotny deszcz i takie zjawisko optymistyczne na niebie

A potem jeżeli już deszcz to wieczorkiem ,po całym dniu atrakcji.

Niestety w niedzielę były łzy przed naszym wyjazdem ,a teraz codziennie dziecię dzwoni ,bo tęskni .

Dobrze ,że mamy Skypa ,bo nastąpiłaby rujnacja na rachunki telefoniczne.Rany jeszcze tydzień żeby wytrzymała,co prawda mam jeszcze 2 tygodnie szkolenia ,ale jak mus to będę coś kombinować ...może rodzice przyjadą na ten tydzień razem z nią ,byleby już była w domu.

No i słówko jeszcze o włóczce "Regata".

Kupuję ją w hurtowni "Rumento" w Częstochowie,jest to włóczka sprzedawana na cewkach ,miękka w dotyku i bardzo przyjemna,ma splot karbowany ,taki podobny do "Falki" ,ale wcale mi to nie przeszkadza przy robótkach szydełkowych.Ogólnie rzecz biorąc jestem z niej zadowolona.

Na zdjęciu "Regata" w optycznej bieli

22:51, maosia1
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 lipca 2009
Na biało.

Prace szydełkowo-drutowe idą w tempie iście ślimaczym, są przynajmniej 3 powody takowego działania.

Po pierwsze szkolenie ,które mnie eksploatuje umysłowo ( popełniłam już 3 wnioski w tym jeden kompletny z harmonogramem i szczegółowym budżetem)

Po drugie jak już wracam to nie mam chęci i czasu,a koło 23 czuję się jak zombi

( ech gdzie te dzierganie do późna w nocy?)

Po trzecie ta pogoda ,która zmienną jest, ta duchota ,wilgoć ,to klejenie się nie sprzyja włóczkom na kolanach ;0)

Cóż nie sprzyja nawet eksperymentom z minerałami ,próbowałam się pomalować i nawet to uczyniłam ,ale ciagle miałam wrażenie ,że zaraz wszystko mi spłynie.

Samo malowanie to duża przyjemność pędzle są po prostu Booossskie -mięciusie jak kaczuszka.

Poza tym chyba nie trafiłam kolorystycznie jak się (chyba) okazuje nie należę do aż tak bladolicych jak myślałam .

Jak zwykle moje wyobrażenia o sobie mijają się z rzeczywistością ( spodnie też kupiłam takie ,że ściagam je bez rozpinania ,bo myślałam ,że będą za ciasne)

Zamówiłam drugi zestaw próbek z EDM ,ale już myślę ,że znowu wzięłam za jasne tylko w innych formułach.Muszę wziąć trochę bardziej kryjące ,bo przy słoneczku uwidoczniły się moje rozliczne piegi ;0)

Ale chyba nie jest tak źle bo dziewczyny na kursie stwierdziły ,że wygladam niezwykle świeżo,promiennie i makijazu nie widać a buzia jest gładka  ...i o to chodzi !!! będę dalej eksperymentować.

No to teraz pokażę co zrobiłam seria na biało

włóczka "Virginia" szydełko 2,5mm i 3 mm i znany powszechnie wzór bluzeczki w ananasy


 

 

Zrobiłam jeszcze jedną taka białą ale z włóczki "Regata" zdjęcia nie będę wklejać bo są identyczne -różnią się tylko odcieniem bieli. "Regata" ma taką biel optyczną.

No i zrobiłam komplet też z "Virgini" szydełko 2mm top i spódniczka

 

Mimo ,że będę teraz miała dwa dni wolne i mogłabym cokolwiek zrobić , to nic z tego raczej nie będzie JADĘ W  KOŃCU DO MOJEJ CÓRCI !!!!

wiadomo czas będe mieć tylko dla niej , ależ się stęskniłam ;0)

niedziela, 05 lipca 2009
Tydzień za tygodniem...

Czas mi tak szybko ucieka przez to szkolenie ,że szkoda gadać.Znim się obejrzę a juz jest 19 godzina.

Dobrze ,że to lato i dłużej jasno.Robótki teraz tylko są z doskoku,góra godzinkę da  się wygospodarować.

Jednakże  po tak intensywnej eksploatacji umysłowej nie chce mi się nic i najchętniej siedzę na ławce przed domem i głupawo patrzę w dal ;0) ,albo zabieram się za chwasty w ogródku.

Poza tym nie jestem zwolennikiem upałów ,dla mnie ten ostatni tydzień to normalna masakra!!!

Pies jak zapowiedziałam ,wizytę u fryzjera zaliczył .

Był dzielny choć trzeba było go kilka razy zdyscyplinować.Nie zdawałam sobie sprawy ,że to taka trudna ,brudna i czasochłonna praca.Tofik to całkiem mały piesek a strzyżenie trwało 1,5 godziny SZOK

A potem jego kłaki mialam wszedzie !!! Pogoda duszna i wilgotna zrobiła swoje, szybko wracałam do domu i wskakiwałam pod prysznic.

Tu zdjęcie z Florką jeszcze niogolonego Tofika

 

a tu Tofik po wizycie i wygląda niczym poborowy żołnierz.

Przez kilka dni umierałam ze śmiechu patrząc na niego -nie mogłam się przyzwyczaić.

Teraz widać ,że to rasowiec ;0)

 

Moje dziecko w ogóle do mnie nie dzwoni, chyba bawi się świetnie ,podobno twierdzi ,że nie tęskni ,choć ja w to nie wierzę, bo padają stwierdzenia :

"Moja mama i mój tatuś chyba o mnie zapomnieli" niby twardzielka ...ale w serduszku pewnie tęskno. W piątek jedziemy do niej odliczam te 5 długich dni ...bo ja tęsknie okropnie !!!

A tu moje letniczka

 

Jak widzę cała i zdrowa.Jak dobrze ,że istnieje Skyp.

Z robótek pokażę kilka sztuk ;0) ,tym razem już zrobione kiedyś czyli:

"Kolekcja z szafy"

czekoladowy topik z "Falki"

i dwie wersje topo-spódnic z "Meduzy"

 

Poza tym podczytuję bloga Asi .Można tam wiele smakowitości u niej znaleźć i to nie tylko robótkowych.Ponieważ sezon truskawkowy trwa zachciało mi się czegoś słodkiego, ale szybkościowego i nieskomplikowanego, więc skorzystałam z przepisu na najszybszy biszkopt znajdziecie go tu :http://brahdelt.blogspot.com/

A moje ciastko z truskawkami wygląda tak

i zapewniam ,że było pyszne i zjadło się błyskawicznie ;0))