O pasjach drutach ,szydełku, nitkach i tym czym człowiek żyje.
Dodatki na bloga
Kategorie: Wszystkie | BIŻUTERIA | DRUTY | SZYDEŁKO | TECHNIKA | WZORY-opisy
RSS
wtorek, 23 września 2008
Dagmarowy warkocz.

Skończyłam kolejny szalik w tamtym tygodniu i żeby nie było ,że tylko podziwiam Dagmarowe dzieła i nic nie robię pokazuje dowód :0)

Moja wersja powstała na drutach nr 4 i z "Sasanki" i jast miękka , ciepła i puchata . Wymiary to 208cm długości i jakieś 20cm szerokości.

 Różowy

A póki co ,dłubię jakieś zamówienia z elementów i tak szybko jak szalik niestety nie idzie :0) ,powstają również w międzyczasie też i narzutki w kolorze czarnym i czerwonym.Jakoś pieniądze trzeba zarabiać więc na razie własne plany i pomysły schowane są w szufladzie "na potem" ...albo może" na nigdy" ,jak to często bywa.

 

W te słoty dopada mnie również jesienna depresja ,ale pewnie też i dla tego ,że nadal nie mam perspektyw na pracę .Moje plany zaczęły się rozpływać w jesiennym deszczu i zastanawiam się dlaczego zawsze się tak dzieje ,że jak coś zaplanuję ,podoba mi się, to zawsze ,ale to zawsze się nie udaje!

Poczynając od pracy jak i np. posiadaniu dziecka , na które jakby nie było po części mam jakiś wpływ ;0) dlatego też późne macieżyństwo ( którego nie żałuję )  i męczące oczekiwanie na to co los przyniesie , bo jak widać moje wysiłki jakoś życie i tak lekceważy.

W moim przypadku mądrości w stylu zaplanuj i tak biorą w łeb i tak całe życie pod górkę.

11:30, maosia1 , DRUTY
Link Komentarze (5) »
wtorek, 16 września 2008
Szalikowy zawrót głowy.

Tak więc za przykładem Dagmary rozpoczęłam szalikowe szaleństwo , wykorzystałam w tym celu zakupionego kiedyś czarnego "Kotka" ( nie pamiętam na co), a że czerń dla mnie solo jest nie do przełknięcia połączyłam z resztkami zielonego moheru i czerwonej "Malwy". Szydełka jakich użyłam to 3mm ,3,5mm i 4mm i oto efekt:

czerwonyzielony

Pogoda sprzyja takim ciepłym robótkom .Za oknem zaledwie 10 stopni ,w domu 19 stopni i jak się dłużej siedzi i nie posiłkuje gorącą herbatką to rączki grabieją ,hmmm przynajmniej mi , pewnie ze mnie zmarźlak i zwierz ciepłolubny.

Mam kolejne pomysły na szaliki :0) i zaczynam się martwić ,że rozmnażająca się zazwyczaj w szafie "Sasanka" jest na wykończeniu he ,he ...to nie możliwe... muszę sięgnać głębiej może coś jeszcze wyszperam.

poniedziałek, 15 września 2008
Ostatnie tchnienie lata.

Oczywiście w pracach szydełkowych ,bo mam nadzieję ,że jeszcze parę ciepłych dni przed zimą nas jeszcze rozpieści i będziemy mieć piekną złotą jesień.

Ostatnia letnia robótka to bluzeczka z "Kordu" tym razem wersja kremowa :0) złota już była.Szydełko grube chyba 4,5mm i cała szpulka 250g nici.

kord kremowykord kremowy1

Ta poszła do Desika-Ani w zamian mam dostać piękną torbę na zakupy ;0) na pewno się nią pochwalę , to taka nasza mała, prywatna wymianka hi,hi.

Poza tym myślę ,że bluzka trochę Ani przypomni nasz wspólny wyjazd z dzieciakami nad morze.Spędziłyśmy ze sobą 5 wspaniałych dni... i te zachody słońca... mam nadzieję ,że w przyszłym roku też nam dane będzie razem pojechać .... a jednak net zbliża.

 Mao i Desik

Trochę się ochłodziło ,więc wyjęłam ciepłe włóczki i również za przykładem Dagmary zaczęłam szalikowe szaleństwo i przy okazji  w szafie i kartonach trochę ubędzie ,wtedy z czystym sumieniem będę mogła dokonać zakupu uzupełniającego :0) i znowu wydrukuję stertę wzorów z planami ich realizacji....chyba w przyszłym stuleciu.

Karon podręczny przy łóżku zrobił się pękaty od włóczek, które natychmiast muszę w "coś" przetworzyć a tych "cosiów " w głowie mam tyle.... i efekt jest taki ,że w końcu zapominam co miało być z tej wyciagnietej włóczki i powstaje przy okazji wiele ubocznych ,nie zaplanowanych produktów :0)

piątek, 12 września 2008
Wspomnień czar.

Zlitowała się nade mną moja klientka ,z pełnym zrozumieniem podeszła do problemu "chłopskiego" , w końcu to kobieta - z empatią ;0), poświeciła swój czas i sfotografowała utraconą w moich zasobach sukienkę.

sukienka sukienka1sukienka2

Niestety jakość zdjęć nie jest zbyt dobra ,ale cóż tylko zostało mi takie mgliste wspomnienie ;0(

 A za oknem dziś szaro ,buro ,zimno prawdziwa jesień.Myślałam ,że Flora podaruje sobie dzisiaj przedszkole ,bo jakoś dobudzić się nie mogła ,ale słowo "przedszkole" stało sie cudownym budzikiem :0) poderwała się i woła: " idę ,idę nie zostaję w domku" .

A dom pachnie świeżo zaparzoną kawą i wyjętą z pieca drożdżówką ze śliwkami.Znów mała od drzwi będzie wołać "Mamo ja chcę to co tak ładnie pachnie".

Lubię taki dom pachnący ciastem ,aż chce się w nim być i otulać takimi przyjemnymi zapachami wtedy czuję się trochę jak dziecko, jest mi tak ciepło i bezpiecznie ,babcia zawsze wypiekała drożdżówki...

czwartek, 11 września 2008
Bieszczadzka opowieść...

Właściwie co tu opowiadać skoro zdjęcia mówią za siebie :0)

Spędziliśmy tam 6 dni, jeździliśmy i łaziliśmy po bezdrożach, a to tylko dzięki Jasiowi bo jest GOPR-owcem i on pokazał nam prawdziwe Bieszczady.W tym roku udało nam sie zgrać z nim i kuzynką urlopy , pogoda dopisała jak zwykle.

W Polsce szalały wichury ,nawałnice i deszcze ,a my byliśmy w rejonie gdzie nie spadła ani kropla deszczu a temperatura sięgała 28-30 stopni.

Wybraliśmy się do Beniowej ,gdzie pozostały z osady tylko krzyże na cmentarzu ,spalona cerkiew i kilka jabłoni ,wszystko to przy granicy Ukraińskiej . Rejon był do lat 90 właściwie niedostępny dla zwykłego zjadacza chleba, tam komunistyczni prominenci przyjeżdżali na polowania w okolice Mucznego.

Beniowa

Florka dzielnie wędrowała z nami ,trasa miała około 6 km i jak na 5 latkę to całkiem spory kawał :0)

Zachwycały mnie tam wszechobecne Cerkwie  większość niestety przerobiona na kościoły katolickie , ale też dużo się ich odbudowuje i odnawia takie perełki kultury ,które czasami w zaskakujących miejscach się pokazywały.

cerkwie

Jałowe

Wędrówka w górę też byłą przygodą .Zawitaliśmy do schroniska "Chatka Puchatka" 1228m n.p.m , Florka ciągle pytała kiedy dojdziemy do Lutka i czy ma konie . Niestety konie zastąpił łazik i quad a Lutek akurat zjechał na dół he ,he , ale i tak była dumna ,że tak wysoko weszła i podziwiała PołoninęWetlińską i szczyty z góry.

połonina

połonina1

Musowo musiała być też podróż kolejką bieszczadzką .

kolejka

 

Byliśmy też w Komańczy gdzie internowano Kardynała Wyszyńskiego - piękne okolice i te przeolbrzymie świerki  , a z tamtąd unijna droga zawiodła nas na Słowację do Medzilaborce.Moje dziecko nie wiedziało co to jast "za granica" trzeba było jej pokazać ,że właściwie to to samo co u nas tylko tam ludzie mówią innym językiem ...dziwiła się ,że nie rozumie co do niej mówią :0))

Komańcza

Madzilaborce

Ostatni dzień to szlak do Sinych Wirów i szmaragdowych źródeł ,które powstały naturalnie przez osuwisko i naturalnie zniknęły przez roztopy itp.

W latach 80-90 jeszcze można było podziwiać te szmaragdowe oczka, dziś nie pozostało prawie nic.

W drodze powrotnej pechowo pośliznęłam się na piargu i skręciłam nogę ,ale na szczęście w ostatnim dniu i noga  już wydobrzała ,choć nie obyło się bez łez :0)

 sine wiry

Zawsze z sentymentem będę tam wracać gdzie są jeszcze dzikie miejsca ,najsmaczniejsze ruskie pierogi i pstrągi i gdzie wypoczywa się i ładuje akumulatorki najlepiej na świecie - przynajmniej dla mnie :0)

 

No i żeby nie było tylko tak wakacyjnie pokazuję jeszcze tunikę ,która bardzo mi się przydała w górach i chroniła mnie przed piekącym słoneczkiem .Tym bardziej ,że ja z gatunku tych niopalających się ,niestety cierpię z powodu braku melaniny w skórze ( lub niewielkiej jej zawartości)

Nitka "Frize" ( a właściwie 3 nitki) szydełko 3,5mm i 3mm

pomarańczowa tunika

środa, 10 września 2008
Stare i nowe.

Wakacje zleciały upalnie i słonecznie. To te stare wieści ,bo dawno tu nie zaglądałam ,więc i zaległości w pisaniu zrobiły się spore.

Wypoczynek był intensywny ,zwiedziliśmy dość sporo ,bo pierwszą część mieliśmy objazdową . Zadekowaliśmy się u cioci w Sandomierzu i z tamtąd robiliśmy wypady do różnych wyszperanych w necie ciekawych miejsc. Miał być w tym roku Kraków ,ale jakoś nam się nie udało ,będzie na przyszły rok po co tam wrócić he ,he.

 

Zaglądnęliśmy do wioseczki Ujazdów bo tam znaleźliśmy perełkę w postaci ruin- całkiem dobrze zachowanych - zamku Krzyżtopór . Łaziliśmy po dziurach i zakamarkach i zastanawiałam się kiedy jakiś rycerz wylezie zza węgła ;0) zameczek zbudowany z kamienia ,piękne łukowe sklepienia piwnic , wewnętrzna ściana dziedzińca wspina się na dwa piętra w kształcie półkola niczym zaczątek koloseum ... piękny musiał być w czasach swojej świetności.

 krzyżtopór

Kolejny dzień to Kurozwęki , tam znajduje sie pałacyk odzyskany przez właścicieli i odnowiony.Wreszcie żyje nowym życiem w całości wykorzystywany , są tam sale konferencyjne ,hotel ,restauracja ,sala balowa.Dla nas turystów są też inne atrakcje np. labirynt w polu kukurydzy ,jest plac zabaw dla dzieci , pokazy rodeo , mini zoo , jazda na koniach i na wielbłądzie o wdzięcznym imieniu Tytus -Florka miała nie lada radochę tym bardziej ,że zwierz dwu garbny i inne siodło niż koń miał :0)

No i oczywiście jedzie się ( niczym na safari) wozem do dzikiego stada bizonów amerykańskich, które cały rok żyją na łąkach wolne . Hodowla liczy tam 72 sztuki potężne zwierzęta byk przywódca stada waży 700kg .

 Kurozwęki

Był też Sandomierz zwiedzany , Opatów i Kazimierz takie kultowe miasto dla artystów i śmietanki warszawskiej, nie powiem ładnie tam taka namiastka gór ,ale nie przemyśleliśmy wyjazdu tam.Wybralismy się niestety 15 sierpnia więc ludzi było tam tyle ,że nie dało się przejść , parkowanie graniczyło z cudem,więc przelecieliśmy przez miasteczko jak wicher i szybko uciekaliśmy ,ale Pana Piotra Zelta słynnego Arniego spotkaliśmy ;0)

e3

Następny etap to Bieszczady tam mieliśmy kwaterę w Wołkowyji nad zalewem solińskim i to była nasza baza wypadowa w prawdziwe bieszczadzkie dzicze...ale to już opowieść na następny wpis.

Solina

 

A z robótkowych nowości wdzianko kwiatowe z "Hemery" i "Korala" szydełko 2,5mm

wdzianko1

wdzianko2

 

Starszych prac wakacyjnych nie będzie , a zawdzięczam to mojej męskiej połowie,która niefrasobliwie zrobiła porządek na pulpicie i cały mój katalog ze zdjęciami wywaliła do kosza ,tak że nie zdążyłam ich obrobić , wysłać na Fotosik ( bo już tak się przed głupotą męską asekuruję)  i co najważniejsze pochwalić się.Zła jestm jak diabli, chłop od tygodnia gotuje sobie sam ,ja się do niego nie odzywam, bo to nie pierwszy taki numer i się nie nauczył pytać czy to mi potrzebne , no i oczywiście jeszcze ON jest obrażony bo to przecież moja wina!

No tak moja wina ,że ból kręgosłupa mnie powalił i nie mogłam siedzieć godzinami przy komputerze by obrobi zdjecia.Moja wina że gotowa sukienka i wdzianko są już u klientki i nie mogę po raz drugi zrobi zdjeć .... eee ..szkoda gadać i pisać poza tym znów zaczęła mi się nakręcać spirala złości.

W domu zaczęły się też nowe obowiązki w końcu mam przedszkolaka ,którego trzeba zawieźć i przywieźć z przedszkola ;0) . Na szczęście Flora szybko weszła w grupę ,chętnie chodzi tylko rano jak wstaje mówi ,że jest trochę zmęczona. Ja mam trochę wolnego czasu dla siebie (powiedzmy) więc mogę oddać się poszukiwaniu pracy ,dzierganiu ,sprzątaniu ,gotowaniu ,praniu ,robieniu zakupów,załatwianiu spraw urzędowych ,lekarskich itp ,w spokojności mogę popracować na komputerze.

A i tak usłyszę od chłopa ,że nic nie robię ...bo do pracy nie chodzę i szef się na mnie nie wydziera- nie ma lekko!